W ostatnim czasie można zauważyć w
blogosferze mnóstwo recenzji, które wydają się być produktem
działów promocji, a nie niezależnych blogerów. Opinie w nich
zawarte nie korespondują z rzeczywistą wartością omawianego
utworu. Czy jest to tak zwany marketing szemrany?
Zapewne tak.
Dlaczego blogerzy gotowi są psuć
swoją markę i kreować wirtualną rzeczywistość wokół
niektórych tytułów? Odpowiedź jest prosta: Chcą mieć dobre
relacje z dużym wydawnictwem, które może dać im nawet
kilkadziesiąt rożnych tytułów, pragną mieć kontakt z autorem,
który łaskawie skrobnie do nich kilka słów. To ich
dowartościowuje.
Zapominają jednak o jednym. Ich
recenzje mogą skłonić czytelników do zakupu całkowicie
nieudanego, często wręcz żenującego produktu. Współczesny odbiorca literatury nie jest Krezusem. Jeśli wyda na grafomański
produkt 35 złotych, to nie kupi dobrej powieści autora, za którym
nie stoi ekspansywny dział marketingu.
Pisanie recenzji "promocyjnych"
jest wiec działaniem na szkodę kultury, utalentowanych autorów,
poszukujących wartościowej literatury czytelników.
Jeśli pojawią się w necie recenzje
utworu zawierające zupełnie przeciwstawne oceny, to będziemy udostępniać linki do nich, aby czytelnicy mogli wyrobić sobie
zdanie o rzeczywistej wartości książki i autora.
Pomijać będziemy recenzje typowo
hejterskie, z których tylko wieje nienawiścią, a nie ma żadnych
argumentów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz