sobota, 2 listopada 2013

Słowo wstępne


W ostatnim czasie można zauważyć w blogosferze mnóstwo recenzji, które wydają się być produktem działów promocji, a nie niezależnych blogerów. Opinie w nich zawarte nie korespondują z rzeczywistą wartością omawianego utworu. Czy jest to tak zwany marketing szemrany?
Zapewne tak.
Dlaczego blogerzy gotowi są psuć swoją markę i kreować wirtualną rzeczywistość wokół niektórych tytułów? Odpowiedź jest prosta: Chcą mieć dobre relacje z dużym wydawnictwem, które może dać im nawet kilkadziesiąt rożnych tytułów, pragną mieć kontakt z autorem, który łaskawie skrobnie do nich kilka słów. To ich dowartościowuje.
Zapominają jednak o jednym. Ich recenzje mogą skłonić czytelników do zakupu całkowicie nieudanego, często wręcz żenującego produktu. Współczesny odbiorca literatury nie jest Krezusem. Jeśli wyda na grafomański produkt 35 złotych, to nie kupi dobrej powieści autora, za którym nie stoi ekspansywny dział marketingu.
Pisanie recenzji "promocyjnych" jest wiec działaniem na szkodę kultury, utalentowanych autorów, poszukujących wartościowej literatury czytelników.
Jeśli pojawią się w necie recenzje utworu zawierające zupełnie przeciwstawne oceny, to będziemy udostępniać linki do nich, aby czytelnicy mogli wyrobić sobie zdanie o rzeczywistej wartości książki i autora.
Pomijać będziemy recenzje typowo hejterskie, z których tylko wieje nienawiścią, a nie ma żadnych argumentów.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz