Lansowanie tytułu jest proste.
Najpierw marketingowcy z wydawnictwa selekcjonują blogerów.
Wybierają takich, którzy są łasi na gratisy i łatwo ulegają
presji psychicznej, a przy tym mają dość popularne blogi.
Następnie 4-5 z nich otrzymuje tzw.
Egzemplarze przedpremierowe. Pojawiają się entuzjastyczne recenzje.
Nikt nie może z nimi polemizować, bo nikt nie miał w ręce
książki. Fama rozchodzi się przez kilka tygodni. Pojawia się
książka i zachęceni promocyjnymi hasłami czytelnicy ją kupują.
Zwykle dopiero po kilku tygodniach od
premiery pojawiają się rzetelne recenzje. Zanim dotrą
do świadomości czytelników mija kolejne kilka tygodni. Wtedy
jednak nakład książki jest sprzedany. Kupiły ją m.in. zachęcone
pełnymi zachwytów recenzjami biblioteki (kilka tysięcy w skali
kraju). Kupili ją czytelnicy, którzy pragnęli wartościowej
rozrywki.
Po kilku takich numerach marketingowców
autor, który mógłby sobie spokojnie egzystować mając krąg mało
wymagających czytelników, staje się obiektem ataków
rozczarowanych (oszukanych) miłośników książek. Jeśli jest mało
kumaty, to wpada w depresję i ma poczucie krzywdy: Jak to, przecież
wszyscy się zachwycali, a nagle wszyscy hejtują? Tworzy sobie w
głowie jakieś teorie spiskowe, że to konkurencja go niszczy.
Nie drodzy, ubodzy w talent pisarze, to
zniszczyły was wydawnicze działy marketingu, które nie rozumieją
jakim produktem jest książka. Zniszczyli was nieobiektywni blogerzy
obiecujący czytelnikom złote góry, choć żadnych gór w waszych
utworach nie ma.
Kiedy autor stanie się już całkowitym
pośmiewiskiem, wydawnictwo znajdzie sobie mową ofiarę.
Dostarczycieli tekstów jest wszak sporo. I zabawa zacznie się od
nowa.
Wszystko po to, żeby wyciągnąć
pieniądze od ludzi, którzy kochają czytać.
Wpisujcie w komentarzach propozycje
autorów i książek, których recenzje zupełnie rozmijają się z
rzeczywistą wartością dzieła – wskazujcie linki do
przeciwstawnych recenzji.
Trafiłam tutaj via recenzja książki o cukierniach nad jeziorem czy jakoś tak. Zajrzałam, bo przeczytałam Twój komentarz. No, sama bym nie napisała inaczej! Rozejrzałam się tu i widzę, że bardzo mi się podoba idea tego bloga! Sama unikam jak mogę blogów reklamowych i pisanych przez działy PR.
OdpowiedzUsuńJuż się tak zastanawiałam, co robić, by jakoś odszukać książkowych blogerów obiektywnych, czyli ludzi piszących o książkach HOBBYSTYCZNIE, a nie zawodowo. Nawet myślałam nad jakimś logiem dla siebie, typu 'blog wolny od reklamy", czy coś takiego, by się odróżnić od marketingowców...
Nie wiem, czy mamy podobny gust czytelniczy, czy też nie (może w przyszłości będziemy się kłocić o książki?;) ale na razie macham serdecznie łapką i pozdrawiam, życząc sukcesów w czytaniu i blogowaniu.