sobota, 2 listopada 2013

Recenzje przedpremierowe. Wiarygodne inaczej.

Lansowanie tytułu jest proste. Najpierw marketingowcy z wydawnictwa selekcjonują blogerów. Wybierają takich, którzy są łasi na gratisy i łatwo ulegają presji psychicznej, a przy tym mają dość popularne blogi.
Następnie 4-5 z nich otrzymuje tzw. Egzemplarze przedpremierowe. Pojawiają się entuzjastyczne recenzje. Nikt nie może z nimi polemizować, bo nikt nie miał w ręce książki. Fama rozchodzi się przez kilka tygodni. Pojawia się książka i zachęceni promocyjnymi hasłami czytelnicy ją kupują.
Zwykle dopiero po kilku tygodniach od premiery pojawiają się rzetelne recenzje. Zanim dotrą do świadomości czytelników mija kolejne kilka tygodni. Wtedy jednak nakład książki jest sprzedany. Kupiły ją m.in. zachęcone pełnymi zachwytów recenzjami biblioteki (kilka tysięcy w skali kraju). Kupili ją czytelnicy, którzy pragnęli wartościowej rozrywki.
Po kilku takich numerach marketingowców autor, który mógłby sobie spokojnie egzystować mając krąg mało wymagających czytelników, staje się obiektem ataków rozczarowanych (oszukanych) miłośników książek. Jeśli jest mało kumaty, to wpada w depresję i ma poczucie krzywdy: Jak to, przecież wszyscy się zachwycali, a nagle wszyscy hejtują? Tworzy sobie w głowie jakieś teorie spiskowe, że to konkurencja go niszczy.
Nie drodzy, ubodzy w talent pisarze, to zniszczyły was wydawnicze działy marketingu, które nie rozumieją jakim produktem jest książka. Zniszczyli was nieobiektywni blogerzy obiecujący czytelnikom złote góry, choć żadnych gór w waszych utworach nie ma.
Kiedy autor stanie się już całkowitym pośmiewiskiem, wydawnictwo znajdzie sobie mową ofiarę. Dostarczycieli tekstów jest wszak sporo. I zabawa zacznie się od nowa.
Wszystko po to, żeby wyciągnąć pieniądze od ludzi, którzy kochają czytać.
Wpisujcie w komentarzach propozycje autorów i książek, których recenzje zupełnie rozmijają się z rzeczywistą wartością dzieła – wskazujcie linki do przeciwstawnych recenzji.


1 komentarz:

  1. Trafiłam tutaj via recenzja książki o cukierniach nad jeziorem czy jakoś tak. Zajrzałam, bo przeczytałam Twój komentarz. No, sama bym nie napisała inaczej! Rozejrzałam się tu i widzę, że bardzo mi się podoba idea tego bloga! Sama unikam jak mogę blogów reklamowych i pisanych przez działy PR.
    Już się tak zastanawiałam, co robić, by jakoś odszukać książkowych blogerów obiektywnych, czyli ludzi piszących o książkach HOBBYSTYCZNIE, a nie zawodowo. Nawet myślałam nad jakimś logiem dla siebie, typu 'blog wolny od reklamy", czy coś takiego, by się odróżnić od marketingowców...
    Nie wiem, czy mamy podobny gust czytelniczy, czy też nie (może w przyszłości będziemy się kłocić o książki?;) ale na razie macham serdecznie łapką i pozdrawiam, życząc sukcesów w czytaniu i blogowaniu.

    OdpowiedzUsuń